Dariusz Pawlicki – prezentacja twórczości

Ten wpis był dotąd czytany 216 razy!

Fragmenty Glosariusza

XXI

      Wykonując na podwórku rozmaite prace, często widzę w oknie twarz mego Taty okoloną siwą brodą. Patrzy na mnie. Jego twarz i oczy mówią: kim ty jesteś?
      W Dzienniku pisanym nocą Gustaw Herling-Grudziński wspomniał, że choroba Alzheimera jest rakiem duszy.

XXVI

      Kobieta romantyczna? W większej liczbie istnieje wyłącznie na stronach powieści i utworów poetyckich. Natomiast w naturze jej zjawiskiem niezmiernie rzadkim. Romantyzm kobiety sprowadza się/ogranicza do kwiatów, świec, firanek… Bez względu na wagę ciała, rozmiar noszonego obuwia, kobieta ciężko stąpa po ziemi.

XLVI

      Dekoracje bożonarodzeniowe zajmują coraz większą przestrzeń nie tylko we wnętrzach mieszkań i domów, ale też w centrach handlowych, jak i wokół nich. Efektem tego jest to, że nastrój, emocje, myśli towarzyszące Bożemu Narodzeniu tracą swoje centrum, a równocześnie tracą na intensywności. Gdyż, tak jak ma to miejsce w bardzo wielu innych przypadkach, gdy Coś staje się Wszystkim, przestaje być Sobą, powszednieje, wręcz nijaczeje.

Wiersze:

(NIE)TRWANIE

Polna droga
Na niej moje ślady –

Dzień, dwa
No może cztery

* * *
Ciemnieje i mroźnieje późne popołudnie
Wróble chronią się w gałęziach świerka

Zastanawiając się nad reinkarnacją
Patrzę na nie stojąc po ciepłej
Stronie okna

Fragment szkicu Góra Milczenia     

      […] Może kilka wieków temu ktoś wrażliwy, przemierzający pieszo, wozem bądź konno rozległą równinę, nad którą dominowała samotna góra, a spoglądał na Nią raz po raz, nagle wyszeptał, znał bowiem łacinę: monte Silentii bądź monte Silencii? Gdy wypowiadał te dwa słowa, lekki uśmiech zniknął z jego twarzy. A tak właśnie nazwał tę górę, gdyż Ona, za sprawą swego osamotnienia rzucającego się natychmiast w oczy, skłaniała do zadawania pytań; wręcz je wymuszała. Lecz nie udzielała odpowiedzi…

      Może tak było, a może zupełnie inaczej. Nie mogę wykluczyć jednak i tego, że znawcy Ślęży wiedzą, co stoi za wspomnianą nazwą, co jest jej źródłem. Ale ja, mimo, że jestem miłośnikiem tej góry, takowej wiedzy nie posiadam. Lecz niech Ona dalej będzie tajemnicą, przynajmniej dla mnie. Niech milczy, nie odpowiada/nie opowiada. A ja obym nie uległ, teraz i później, imperatywowi wyjaśniania/tłumaczenia. Niech właśnie Ślęży dotyczy, może wyłącznie w tym tekście, to, co angielski poeta romantyczny John Keats nazwał Zasadą Negatywności (ang. negative capability). A chodzi o „zdolność wytrwania w niepewności, wątpieniu, tajemnicy, bez irytującego ustanawiania faktów i przyczyn…”.

Fragment eseju Minitraktat o skopywaniu grządek

   […] Skopywanie grządek, której to czynności poświęcony jest ten esej, ma wszelkie znamiona przyziemności. Jest bowiem wykonywane, mało że na powierzchni Ziemi/ziemi, to jeszcze w obrębie jej zewnętrznej warstwy dostarczającej roślinom składników pokarmowych, i w której są „umocowane”. Do tego w grę wchodzi jeszcze bliskość, tego czy innego, świata podziemnego (fakt, że w przypadku górnictwa, szczególnie głębinowego, jest do niego jeszcze bliżej). Ale równocześnie przez swój bezpośredni związek ze światem roślin, owa czynność wykonywana przy użyciu szpadla, łączy się z tym, co jest zaprzeczeniem owej przyziemności – ze sferą podksiężycową, z której pochodzą rozmaite opady, jak też sferą nadksiężycową – „dostarczającą” światła słonecznego (nie tylko zresztą jego). Innymi słowy, skopywanie grządek łączy się z szerokim Światem, jak również z całym, to nie jest przesada, Kosmosem.

      Gdy w glebę wbijamy łopatę, a następnie grudę ziemi, jaka znalazła się na jej ostrzu, wkładamy, tyle że odwróconą, tam skąd ją wykopaliśmy, kłaniamy się równocześnie Ziemi. Współczesny homo oeconomicus nie zdaje sobie z tego jednak sprawy. Jeśli zwróci się mu na to uwagę, odpowie, że obsługa narzędzia o nazwie „łopata” wymaga… pochylenia i wyprostowania ciała. I że Nic za tym się nie kryje. Ale… […]

Fragment eseju O bezkrytycznych krytykach

     […] O osobach piszących wyłącznie pozytywnie o przeczytanych książkach, nie można twierdzić, że uprawiają krytykę literacką; jak i to, że są recenzentami. I ci pierwsi, i ci drudzy zasługują na miano bezkrytyków/chwalców. Ów powszechny zachwyt, z jednej strony wynika z tego, że recenzje np. książek poetyckich czy beletrystycznych piszą też poeci i prozaicy (rozmaitych maści). W takich sytuacjach nabieram podejrzeń, że powstają one na zasadzie: ja dobrze o tobie dziś, a ty o mnie jutro. Na takie zaś podejście wpływ może mieć obawa przed przeczytaniem czegoś negatywnego o sobie. Wobec czego pisze się pozytywnie o innych, aby, broń Boże, kogoś nie sprowokować do reakcji, która mogłaby być przyczyną bezsennej nocy, oby tylko jednej, autora ocenionej negatywnie książki (jak mogłeś? Ja o tobie dobrze, a ty…). Najpewniej dają często o sobie znać źle pojęte… lojalność i litość. Źle pojęte, gdyż utwierdzają autora w jego poczynaniach, a ewentualnych czytelników – wprowadzają w błąd. Nie można wykluczyć i tego, że w grę wchodzi również problem związany z formułowaniem opinii negatywnych, jako takich. Rajmund Kalicki tak to ujął:
           „[…] większość ludzi jest niezdolna do samodzielnej oceny tego, co czyta.
             Dotyczy to zresztą także krytyków, ci wolą dywagować zamiast osądzać, boją się jasno powiedzieć, ile jest warte to, o czym rozprawiają. Nie czują się widocznie partnerami w pisaniu. Może i słusznie” (ze wstępu do zbioru listów Jana Darowskiego, „Twórczość” nr 6 2015).    […]