Franciszek Haber

“Polanica Zdrój”

Ten wpis był dotąd czytany 220 razy!

Ulicę fastryguje echo wysokich obcasów
słoneczna pogoda znów idzie do pracy
na rzęsach marzenia maskuje maskara
na głazów cymbałach glissando rzeki

w meandrującej cembrowinie brzegów
żeglują stateczki pstrągów i kaczek
w doliny schodzi bogini zdroju
barwi cynobrem dachy pejzażu
budzi poezję w myśli foliałach

gotowa zatańczyć wzgórzami
w szaliku jodeł i świerków
z moim porannym cieniem
ulotnym parkietem tęczy

teatr pracowicie za kurtyną ciszy
rozwiesza w oknach repertuar światła
na wertykałach słoneczników
rozpasana wrażliwość sikor

co może się wydarzyć
podczas zbyt zajętego dnia
w jakiej chwili zatrzyma w nas
zegar pospieszny wehikuł

idąc za echem twoich kroków
wzdłuż ciemnego górskiego potoku
zgaduję co przyniesie kaskada
pędząc naprzeciw siwym liściem
jakie wiersze w szeptach gór

powietrze gęstnieje od miodowego światła
pośpiech przepada w hotelowej bramie
poranną chwilą zapisuję werset
pora prozy na śniadanie

potem pozwolę pogrzebać
przebudzonej muzie w sercu