Polanica o smaku poezji (o tegorocznym festiwalu w Polanicy pisze Andrzej Walter)

Ten wpis był dotąd czytany 491 razy!

Jubileusze prywatne są chyba po to, aby z dystansem spojrzeć w przeszłość. Moja piąta Polanica uświadomiła mi, jak bardzo na nią każdego roku czekamy oraz jaki smutek towarzyszy nam podczas pożegnań.

1 2 3 Dwunasty już raz spotkali się poeci z kraju i ze świata w tym przepięknym, niepowtarzalnym i wyjątkowym mieście Ziemi Kłodzkiej. „Dwanaście salw” taki tytuł nosił towarzyszący imprezie almanach. Dwanaście jest liczbą wielką. Jej symbolika to: zupełność i zorganizowanie. Nic dodać nić ująć. A jednak czuję, ba, jestem głęboko przekonany, że należy coś dodać, coś opisać, coś przedstawić, aby wreszcie i coś oddać tym wszystkim ludziom, którzy współtworzyli to wielkie święto słowa. „Moja Ojczyzna jest Twoją Ojczyzną. Podajmy sobie ręce” – takie motto autorstwa Andrzeja Bartyńskiego (Prezesa Honorowego Dolnośląskiego Oddziału Związku Literatów Polskich oraz twórcy festiwalu) znalazło się na tradycyjnym zaproszeniu. Trudno chyba dziś znaleźć odpowiedniejsze przesłanie na czas, którego doświadczamy. Na chwile, które przejmują i przerażają. I pomimo tego, że „Ojczyzna, to wielki zbiorowy obowiązek”, jak zauważył mistrz Norwid, powinniśmy dziś być razem, bardziej niż kiedykolwiek. Współtworzyć jedną ludzką rodzinę nasyconą ideałami Oświecenia i humanizmu. Poeci bowiem stanowią Ojczyznę Ojczyzn i głoszą światu pokój i pojednanie. (A przynajmniej powinni).

Dwanaście salw – to było bardzo mocne uderzenie. Atmosfera przyjaźni i święta literackiego udzieliła się wszystkim. Gościliśmy tym razem autorów z Polski, Ukrainy, Czech, Łotwy, Wietnamu i Grecji. A kiedy w Paryżu padały pierwsze strzały, my, zgromadzeni na Nocy Poetów, zamarliśmy z żalem, współczuciem i troską, a każdy z nas wiedział, że w takich chwilach jest też paryżaninem. Je suis parisien. Wyrazili to w naszym imieniu – Prezes Związku Literatów Polskich Marek Wawrzkiewicz oraz Prezes Dolnośląskiego Oddziału Związku Literatów Polskich Kazimierz Burnat – w natychmiast napisanym liście skierowanym do Ambasady Republiki Francji, w którym:

„Zgromadzeni w Polanicy Zdroju na XII Międzynarodowym Festiwalu Poezji „Poeci bez granic”, autorzy wyrazili głęboki żal i przesłali wyrazy współczucia dla narodu francuskiego z powodu nieszczęścia spowodowanego bezprzykładnym aktem barbarzyństwa, którego dokonali terroryści w Paryżu.”

Ten Festiwal rzeczywiście niweluje wszelkie granice. Artyści bowiem nie doświadczają takiego pojęcia – jak granice. Artyści wierzą w sztukę i żyją na przekór granicom. Tworzą właśnie po to, aby je unicestwić. Wszyscy odczuli to tym razem wyjątkowo mocno. Program Festiwalu nie pozwalał na intelektualne wytchnienie, a jednocześnie wyjątkowa, rodzinna atmosfera polanickich spotkań tchnęła w nas (jak co roku) nowego ducha przetrwania wobec trochę nieprzyjaznego świata na zewnątrz. Imprezie towarzyszyły właściwie aż trzy almanachy – ten główny, coroczny, już wspomniany – „Dwanaście salw”, ale też almanach przywieziony z Charkowa związany z wcześniejszą współpracą polsko-ukraińską zatytułowany „Ulica Nadziei” oraz almanach polanickich poetów. Wydawnictwa te pokazują rozmach i żywe tętno działań. A wiedząc w jak trudnej sytuacji znalazła się dziś Ukraina powinniśmy uszanować i docenić to, co zrobił i nadal robi dla naszego pojednania oraz wspólnej Przyszłości i współpracy Kazimierz Burnat. Rangę Festiwalu uświetniła obecność prezesów organizacji literackich obydwu krajów – Polski i Ukrainy. I właśnie Przewodniczący Zarządu Narodowego Związku Pisarzy Ukrainy Mychajło Sydorżewski wręczył naszemu nieocenionemu Kazimierzowi Burnatowi honorowe odznaczenie „za osobisty dorobek literacki, znaczący wkład w odrodzenie duchowości i kultury ukraińskiego narodu”. To wspaniała Sprawa. Gratulujemy Kazimierzu.

„Moja Ojczyzna jest Twoją Ojczyzną. Podajmy sobie ręce”. Polanicki Festiwal jest perełką na mapie literackich spotkań w Polsce. Można śmiało powiedzieć, że silnie nasyca poezją młode pokolenia (a nawet, jeśli nie tylko poezją, to jakże ważną duchowością i pochwałą wewnętrznego świata człowieka). Nasze spotkania w szkołach i przedszkolach Polanicy oraz niesamowitym, jedynym w swoim rodzaju, Liceum Ogólnokształcącym w Kłodzku przynoszą wymierne efekty. Doświadczyłem tego osobiście. Młodzi ludzie piszą wiersze. To tam – w tej świeżej młodzieńczości – rodzi się Poezja. Młodzi buntują się i chcą żyć duchowo, nie materialnie. I jest ich jakby coraz więcej. Po jednym z takich literackich spotkań w szkole nauczycielka przesłała nam teksty. Najpierw był debiut na łamach ogólnopolskiego E-Tygodnika Literackiego Pisarze.pl. Potem warsztaty we Wrocławiu z Kazimierzem Burnatem. Na Festiwalu trzymaliśmy już w ręku debiutancki tom poezji na dobrym poziomie. To piękne. Choć przytoczę tu słowa przestrogi naszego Prezesa Marka Wawrzkiewicza z wywiadu, który przeprowadził z Nim Wiesław Łuka, a jego publikację odnajdziemy na stronie internetowej Warszawskiego Oddziału ZLP:

„Określenie  „poeta” należy się nie autorowi, który wydał jeden, dwa cienkie tomiki. Dziewczynko, chłopcze – mów o sobie na początek: jestem kimś, kto pisze wiersze. Poezja, to naprawdę coś dużego i ważnego. Na  spotkaniach czasami opowiadam młodym o poetach  ostatniego wieku –  wymieniam nazwiska twórców dla mnie współczesnych –  Iwaszkiewicz, Jastrun, Leśmian, Przyboś, Miłosz, Białoszewski, Grochowisk – a oni słuchają tego jak bajek o żelaznych wilkach; nie znają ich dorobku. A to właśnie byli poeci całą gębą. Nie nadużywajmy zatem słowa „poeta”, a tym bardziej określenia „wielki poeta”; może tyko już o nieżyjących można mówić, że byli wielcy? Zaledwie o jednym przyjacielu za jego życia i w jego obecności powiedziałem, że był wielki – o zmarłym dwa lata temu Krzysztofie Gąsiorowskim. Odznaczał  się niebywałą i absolutną wyobraźnią, wielkim i przewrotnym poczuciem humoru intelektualnego. Miał zdolność odkrywania wielkich znaczeń i sensów w rzeczach małych, a w powszednich zdarzeniach odnajdywał coś nadzwyczajnego, czego my nie potrafiliśmy dostrzec. On te rzeczy i zdarzenia umiał  zaskakująco i zachwycająco wyrazić słowami. Był człowiekiem, który swoje życie sprawdzał przez poezję. Wtedy, kiedy opisał wydarzenie, zapisał  swoje przeżycia i wrażenia –  one stawały się rzeczywiste.”

Oto jest klucz do prawdy. Sprawdzać swoje życie przez poezję oraz zapisać swoje przeżycia tak, aby stawały się rzeczywiste. To ideał, do którego być może powinniśmy zmierzać. Zapewniam, że na tych wszystkich spotkaniach autorskich dajemy takie świadectwo oraz staramy się, tak właśnie przedstawić to młodzieży, że otwierać wrota poezji należy właśnie takim kluczem. Może najtrafniej ujął to Adam Zagajewski:

Tylko w cudzym pięknie
jest pocieszenie, w cudzej
muzyce i w obcych wierszach.
Tylko u innych jest zbawienie,
choćby samotność smakowała jak
opium. Nie są piekłem inni,
jeśli ujrzeć ich rano, kiedy
czyste mają czoło, umyte przez sny.
Dlatego długo myślę jakiego
użyć słowa, on czy ty. Każde on
jest zdradą jakiegoś ty, lecz
za to w cudzym wierszu wiernie
czeka chłodna rozmowa.

 

  Podajmy sobie ręce.

„Poeci bez granic” – polanicki Festiwal, to nie tylko jednak górnolotne zdania, strawa intelektualna, duchowa i patetyczno-poetyczna. To również materia. Ta brutalna, rzeczywista i jak przystało na „Dwanaście salw” wyrażona zupełnością i zorganizowaniem. Nie byłoby bowiem Festiwalu bez sponsorów, mecenasów i patronów.

Składamy najszczersze i gorące podziękowania Radzie Miejskiej Polanicy Zdroju – pod przewodnictwem Romana Szymańskiego, Burmistrzowi Jerzemu Terleckiemu, Dyrektorowi Teatru Zdrojowego Justynie Kuban, Przewodniczącemu Towarzystwa Miłośników Polanicy Edwardowi Wojciechowskiemu, byłem Przewodniczącemu Rady Miejskiej – Zbigniewowi Puchniakowi (wielkiemu miłośnikowi słowa, literatury i poezji oraz ujmijmy to krótko, przyjacielowi poetów, artystów i sztuki) oraz wielu, naprawdę bardzo wielu ludziom dobrej woli (których nie da się wszystkich wymienić z imienia i nazwiska, prosimy o wybaczenie) – nauczycielkom, dyrektorom szkół i przedszkoli … oraz gościnności Hotelowi Bukowy Park, który zadbał o nasz sen i strawę. I to zadbał wręcz bajkowo. Chapeau bas

Żadne słowa nie oddadzą naszej wdzięczności. Możemy się odwdzięczyć tylko twórczością oraz głęboką wiarą w piękno, przyjaźń i nieocenioną rolę kultury, którą wspólnie tworzymy. Wiarę w twórczość, która zmienia świat. Niepoliczlnie, niewymiernie, ale, być może najmocniej …

I tutaj wielkie ukłony należą się instytucjom i organizacjom: całemu Narodowemu Centrum Kultury, wspomnianej już Radzie Miejskiej Polanicy, Urzędowi Marszałkowskiemu Województwa Dolnośląskiego bez których również – nie bójmy się tego powiedzieć – po prostu nie byłoby tego Festiwalu. Proszę nie zważać na, być może przypadkową, kolejność wymieniania naszych dobroczyńców. Nie o kolejność tu bowiem chodzi, lecz o szlachetne zrozumienie, dobre i wspaniałomyślne intencje, realizację szczytnych celów oraz takie spojrzenie, że przecież wydarzenia kulturalne promieniują na społeczność lokalną, na młodzież i ich rozwój oraz doprawdy, głęboko i silnie na nas, tak naprawdę, wszystkich. I nie zapominajmy na koniec, że owe instytucje też tworzą ludzie. Często anonimowi, za to głęboko oddani sprawie. To jest bezcenne.

Poruszono i powołano do życia ponad dekadę temu pewien wyjątkowy mechanizm, którego poziom i cykliczność wpisały się już nie tylko w tradycję regionu, czy społeczności lokalnej, lecz wybił się on na przestrzenie całego kraju, a nawet przekroczył granice – gdyż bodaj do tego był właśnie powołany, aby „Poeci bez granic” ustanowili jedną, autentyczną i mądrą – Ojczyznę Ojczyzn – tę ojczyznę bez granic. To Ojczyzna kultury, sztuki, literatury i poezji. Ojczyzna wolności i przyjaźni, piękna i wiedzy oraz słów, które kruszą mury. Bez tych wartości (ich pielęgnacji i koniecznej celebry) nie pokonamy wspólnego wroga, który chce zniszczyć nasz zachodni, europejski świat i system wartości z nim związany, a to właśnie się dzieje nie tak daleko od nas i musimy mieć tego świadomość, że wkrótce może i nas również dotknąć. Je suis parisien … Podajmy zatem sobie ręce.

I przybliżając się ku końcowi tego tekstu … refleksji, laudacji, zamyśleniu i wyrażeniu wdzięczności – przypomnijmy

(z pewnym metaforycznym przymrużeniem oka), Festiwalu nie byłoby bez:

Homera ze Lwowa – Andrzej Bartyńskiego,

bez Jego Anioła Codzienności – Krzysi Bartyńskiej,

bez Zbyszka Puchniaka – przyjaciela i wiernego druha … „błękitnego ducha przestworzy”

oraz bez … człowieka orkiestry jakim jest Kazimierz Burnat…

Dziękujemy Polanico, dziękujemy poetom i dziękujemy młodzieży oraz ich wychowawcom, opiekunom i wszelkim społecznikom, dziękujemy mieszkańcom, kuracjuszom, który też licznie pojawili się na naszych i, ależ tak – przecież i waszych, literackich imprezach. „Podajmy sobie ręce. Moja Ojczyzna jest Twoją Ojczyzną”

Patos? Być może, (lecz szczery i służący sprawie). Ten tekst ma być pewnego rodzaju świadectwem. Świadectwem, że poezja zawsze jest, była i pozostanie blisko, jak najbliżej życia, w samym jądrze ducha czasów i wydarzeń, nie tylko wewnątrz nas, ale i wewnątrz świata. A świat oprócz tego, że nam się skurczył, znów stał się miejscem bardzo niebezpiecznym. Trzeba nam dziś ratować piękno, ratować idee oraz … zabrać się do najzwyklejszej pracy.

Żal było zatem wyjeżdżać. Radośnie będzie znów powrócić, za rok przyjechać, aby poczuć, choć przez chwilę – jak smakuje jesień w Polanicy. Jak smakuje „poezja bez granic”… Po pięciu latach już wiem, wszystko bowiem … może być poezja (jak mawiał Edward Stachura)… Wszystkie drogi wiodą do Polanicy.

Polanica, jesień, bliski sercu – „Nasz Dom” …

 

Andrzej Walter, Gliwice,
członek Zarządu Krakowskiego Oddziału ZLP, 19 listopada 2015