Franciszek Haber – „Polanica Zdrój”

Ten wpis był dotąd czytany 98 razy!

Ulicę fastryguje echo wysokich obcasów
słoneczna pogoda znów idzie do pracy
na rzęsach marzenia maskuje maskara
na głazów cymbałach glissando rzeki

w meandrującej cembrowinie brzegów
żeglują stateczki pstrągów i kaczek
w doliny schodzi bogini zdroju
barwi cynobrem dachy pejzażu
budzi poezję w myśli foliałach

gotowa zatańczyć wzgórzami
w szaliku jodeł i świerków
z moim porannym cieniem
ulotnym parkietem tęczy

teatr pracowicie za kurtyną ciszy
rozwiesza w oknach repertuar światła
na wertykałach słoneczników
rozpasana wrażliwość sikor

co może się wydarzyć
podczas zbyt zajętego dnia
w jakiej chwili zatrzyma w nas
zegar pospieszny wehikuł

idąc za echem twoich kroków
wzdłuż ciemnego górskiego potoku
zgaduję co przyniesie kaskada
pędząc naprzeciw siwym liściem
jakie wiersze w szeptach gór

powietrze gęstnieje od miodowego światła
pośpiech przepada w hotelowej bramie
poranną chwilą zapisuję werset
pora prozy na śniadanie

potem pozwolę pogrzebać
przebudzonej muzie w sercu